BŁOGOSŁAWIONY DOMINIK I JA

Montecerignone, mała miejscowość położona w Apeninach u podnóża Carpenii zachwyca malowniczym położeniem i piękną architekturą. Słynie z dobrej kawy, „święta średniowiecza”, letniej rezydencji Umberto Eco oraz Sanktuarium błogosławionego Dominika Spadafory.

Na niewielkim wzgórzu, kilometr od centrum osady wznosi się niewielki kościół. Nic nie wskazuje na to, że jest to najczęściej odwiedzane miejsce przez okolicznych mieszkańców. Zdarzają się również wizyty pielgrzymów z odległych miast i zza granicy.

Po raz pierwszy przyjechałem do Sanktuarium w 2000 roku. Przekraczając próg świątyni miałem wrażenie, że jestem z dawna oczekiwanym gościem. Po krótkiej modlitwie przed Najświętszym Sakramentem poszedłem do bocznej nawy, w której znajduje się kaplica błogosławionego. Nie zmąciłem przeszywającej ciszy żadnym słowem modlitwy, słyszałem wewnętrzny głos: tu jest twoje miejsce. Patrząc na ciało Dominika leżące w urnie za szklaną szybą straciłem poczucie czasu. Wokół mnie unosił się zapach polnych kwiatów. Nie wiedziałem wówczas, co to znaczy. Czując świętość tego miejsca odważyłem się poprosić o zdrowie dla mojej mamy, chorej na raka. Gdy wyszedłem z Sanktuarium, zorientowałem się, że minęły dwie godziny. Dwa lata później ks. bp. Paolo Rabitti zaproponował mi po śmierci o. Piotra Ducoli objęcie parafii w Montecerignone. Miałem za zadanie ożywić kult błogosławionego.

            Obserwując pielgrzymów dziwiłem się, dlaczego najpierw idą do Dominika, zapominając o Najświętszym Sakramencie. Studiując wpisy z Ksiąg pamiątkowych poznałem odpowiedź. Błogosławiony Dominik jest ich orędownikiem i opiekunem. Polecają jego wstawiennictwu swoje rodziny, zdrowie i życie. To za jego pośrednictwem zdarzają się cuda i łaski. Co więc nazywamy cudem? Według nauki Kościoła Katolickiego, cud jest to zdarzenie lub czyn nadzwyczajny, niewywołany siłami natury, lecz pochodzący bezpośrednio od Boga; innymi słowy: jest to zjawisko w obrębie świata zmysłowego, zdziałane w celu objawienia ludziom woli Boga, ujawnienia jego potęgi, stwierdzenia Jego najwyższej Opaczności nad światem. Przeto tylko Bóg, ponieważ nie jest stworzeniem, ale panem Stworzenia, własną mocą może działać cuda (św. Tomasz I, III, IV conclusio). Cuda bywają dwojakie: pozorne, czyli fałszywe, i prawdziwe. Sprawcą pierwszych jest szatan, a drugich Bóg. Bóg działa cuda albo dla okazania większej Swej chwały, albo dla potwierdzenia prawd wiary, których rozum ludzki zgłębić i pojąć nie może, albo dla stwierdzenia świętości zmarłych już osób.

            Liczne cuda miały miejsce jeszcze za życia Dominika. Po jego śmierci rozpoczął się kult świadczący o jego świętości. Spowodowało to przeniesienie trumny z jego ciałem do specjalnie przygotowanej kaplicy. Wszystko to rozgrywało się w wybudowanym przez niego konwencie, górującym nad Montecerignone. Jakież było zdziwienie, gdy otwarto trumnę! Ciało było nietknięte zębem czasu, a nad trumną unosił się zapach polnych kwiatów. Zapach ten czują do dziś nieliczni wybrani, których modlitwy zostały wysłuchane.

            Poznając życie i działalność błogosławionego Dominika zacząłem wędrować jego śladami. Przybyłem do Rzymu. Był rok 2003. Na audiencji generalnej podarowałem Ojcu Świętemu płaskorzeźbę. Ojciec Święty Jan Paweł II zapytał mnie, kogo ona przedstawia? Odpowiedziałem, że jest to nasz błogosławiony Dominik Spadafora, który mam nadzieję, zostanie wkrótce świętym, usłyszałem słowa: ja jestem gotowy, a wy? Te słowa stały się inspiracją. Zacząłem  szukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, czytać wpisy do Ksiąg i poznawać osoby, które jemu zawdzięczały uleczenie duszy bądź ciała. Przedstawiając część świadectw podzieliłem je na trzy grupy. W pierwszej przedstawione są osoby doznające łaski w czasie Tridum, lub w dniu święta Dominika, które przypada w drugą niedzielę września. Następną stanowią osoby uzdrowione poprzez modlitwę i wodę ze źródełka (Fontebuona), święcony olej oraz poświęcone ubrania chorych. Do trzeciej należą uzdrowieni przybywający do jego urny, pod którą kładli się z prośbą o zdrowie. Całość kończy opowieść o dzwonie, którego dźwięk przyniósł nadzieję.